Subiekcje

W roku Wiesława Kazaneckiego (70. rocznica urodzin i 20. śmierci) w Białymstoku odbywa się wiele imprez upamiętniających życie i twórczy dorobek poety. Powstała również poświęcona Kazaneckiemu strona internetowa, aktualizowana na bieżąco, gdzie w jednym z działów menu imprezy te są dokumentowane i opisywane ( kliknij). O nich więc pisać nie będę: zainteresowanych odsyłam do witryny.

I bardzo dobrze: należy się cieszyć. Nie tyle z tego, że Białystok "ma swego poetę", ale że władze dostrzegły takich ludzi, których działanie jest mało praktyczne, "bezużyteczne" z punktu widzenia przekształcania materii i powiększania PKB. Lecz aby oddać sprawiedliwość historii i poprzednim zarządcom, jacy by oni nie byli, dopowiem: od 18 lat przyznawana jest doroczna nagroda literacka za najlepsza regionalną książkę roku. Nagroda nosi imię Wiesława Kazaneckiego i jest objęta patronatem Prezydenta Miasta. Wyróżnienie jest prestiżowe, gdy idzie o zaszczyty, a też i niebagatelne, gdy idzie o pieniądze.

Inną sprawą jest to, na ile i nagroda, i jubileuszowy rok Kazaneckiego wynika z rzeczywistego docenienia jego twórczości - czy tez z darzenia przez władze uznaniem "nikomu niepotrzebnego pisarstwa" w ogóle - na ile zaś jest wynikiem realizacji przez te władze polityki kulturalnej. Nie mam zaufania do polityki i polityków; nie wierzę w ich intencje. Domniemuję, że powód nie leży w uznaniu zasług, ale gdzie indziej. Każde miasto (liczące się, hm...) winno mieć swego literata; lepiej się wtedy wygląda "na mapie". Kulturalnej kraju, rzecz jasna. W każdym razie: dość aluzji. Miasto sypnęło dotacjami i obchody trwają. Dobrze, bowiem Wiesławowi Kazaneckiemu, dosłownie i metonimicznie, pamięć się słusznie należy.

Ze względu na wagę pisarstwa Kazaneckiego, a też i z powodu roli, jaką odgrywał jako "znak towarowy" literatury białostockiej (określenie Dariusza Kuleszy), przyjęło się w mieście, w środowisku literackim, że o twórczości Kazaneckiego można mówić tylko w okrągłych, kolorowych zdaniach - i tylko z dużych liter. Ten, kto publicznie ośmieliłby się zarzucić jakiemukolwiek utworowi pisarza jego niedoskonałość, natychmiast naraża się na wyrok ostracyzmu. Z tak zwanego środowiska, oczywiście. Jeśli mówić o Kazaneckim, to albo dobrze, albo w ogóle.

Na szczęście "Wiesław Kazanecki doczekał się konferencji naukowej", jak zatytułował swój artykuł Kurier Poranny. W Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu, przez dwa dni, dwudziestu referentów z Białegostoku i z kraju (Warszawa, Katowice), mówiło i dyskutowało o życiu i twórczości pisarza. Obiektywnie, naukowo, analizując rozmaite aspekty i konteksty jego twórczości. Mówiono o odniesieniach do romantyzmu, Nowej Fali i poezji amerykańskiej. Analizowano gatunki literackie, które stosował poeta i relacje między estetyką a etyką, które wzbudzają kontrowersje. "Formę" i "treść". Rzetelnie i fachowo: tak, jak to robią poloniści. I opublikowano nową książkę, na którą czekaliśmy: poprzedzony wstępem i zredagowany przez Dariusza Kuleszę wybór wierszy Kazaneckiego; z wstępem - dodajmy - napisanym zgodnie z metodologią historii literatury. I wszystko to nie na kolanach, nie na klęczkach. Nareszcie!

W przyszłym roku zostanie wydana publikacja z materiałami posesyjnymi. Referaty na pewno zostaną wzbogacone w stosunku do swoich wersji konferencyjnych, bowiem nie będą ograniczone limitem czasu wystąpienia. Miejmy nadzieję, że książka trafi do szerszego grona odbiorców, że wpłynie na recepcję autora "Portretu z nagonką". I - po właściwym w takich razach czasie - stanie się cud: o twórczości Wiesława Kazaneckiego będzie można w Białymstoku mówić normalnie, bez apologetyki. Wiesławowi należy się prawda, która była w jego życiu jedną z naczelnych idei.